Za dużo i za trudno
Za dużo i za trudno! Już klasa VII dostaje zarysik dziejów architektury, ale np. opis kościoła gotyckiego na s. 53 jest niezmiernie zawiły i w dodatku błędny: coś pokiełbasiło się z łukami oporowymi i skarpami. W dalszych książkach dzieje sztuki postępują ruchem konika szachowego: np. o impresjonizmie czytamy w klasie VIII i I licealnej, o gotyku ponownie w klasie II licealnej itp. To może nie szkodzi, tylko wciąż jest za dużo i za trudno. Z pewnością niektóre nazwiska wydrukowano tłustymi wersalikami dla lepszego ich zapamiętania. Czy warto w ten sposób chcieć ładować w mózgi uczniów III klasy liceum osobistości drugorzędne, jak Chalgrin, Vignon, Monaldi czy nawet Pinck, choć rzeźbił Sobieskiego, albo David d'Angers, choć rzeźbił Mickiewicza? Za to np., choć w dwóch książkach (liceum I i III) omówiono Gauguina, nie znalazłem ani słówka o jego przyjacielu, malarzu tej miary co Ślewiński. W ogóle nadmierna jest przewaga Francji. Kiedyż nauczymy się dostrzegać mistrzów takich, jak CD. Friedrich, Turner, Constable? Jedyne nazwiska angielskie, jakie czytamy w końcowym zestawieniu pod nagłówkiem „romantyzm", to architekci Barry i Paxton... Nazwiska do szczęścia niekoniecznie potrzebne. Oczywiście pisać dla dzieci (a także dla nauczycieli) o sztuce, to rzecz bardzo niełatwa. Autorzy z wielu karkołomnych trudności wychodzą obronną ręką, nieraz chwalebnie, prawie zawsze rozsądnie. Należy im się wdzięczność już choćby za to, że ani śladu tutaj tych bzdurnych, mętnych „uogólnień", których kilkanaście lat temu nie szczędziły nawet dzieła specjalistyczne.
Lustra | śruby | dachy kielce