Z tym trzeba walczyć z całą bezwzględnością - a do wszystkich ludzi stać na stanowisku najwyższej miłości. Oto wytyczne słupy drogi, po której idąc człowiek nie spodleje i nie zgłupieje. To stanowisko uchroni go od ugrząźnięcia w egoizmie klasowym i w idiotyzmie partyjnym" (1905). Tutaj, w nonkonformizmie, w miażdżącej krytyce życia, które jest, i w proroczych wizjach tego, które będzie, spotykają się obaj Witkiewicze, chociaż z całkiem innych wychodzą przesłanek i w końcu do całkiem innych dochodzą wniosków.
Stanisław Witkiewicz to mędrzec, Witkacy to filozof. Ojciec „przeziera spod swej strzechy całą gamę dusz", jak mówił Orkan, współżyje z całym światem, współczuje: ileż to razy ślicznie opisuje nawet zabawę kotów, ile razy myśli o tym, jak się uda chude góralskie żniwo czy kopanie kartofli. Zajmuje go przede wszystkim żywy, konkretny człowiek: dlatego pisząc o sztuce, wychodzi od spojrzenia na ludzi, takich jak Gierymski, Chlebowski, Kossak, Matejko, Malczewski... Teoria interesuje go przede wszystkim o tyle, o ile pomaga lepiej wniknąć w procesy twórcze i w oddziaływanie społeczne danego artysty. Toteż nie unika teoretycznych niekon-Hekwencji: zielone drzewo sztuki jest ważniejsze od doktrynalnych szkieletów. Tak samo patrzy Witkiewicz na procesy społeczne i polityczne: wychodzi od zadumy nad konkretem i od poczucia odpowiedzialności za ten konkret nawet wówczas, kiedy choroba nie pozwala mu bezpośrednio w życiu społecznym uczestniczyć. reklama w internecie | tworzenie stron www | czyszczenie dywanów warszawa
|