biało-czerwonych
„biało-czerwonych" do wymarzonego finału nie można było pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji czy odprężenia. Moment nieuwagi mógł zniweczyć olbrzymią ambicję, pasję Walki i bezprzykładny wysiłek polskich zawodników. W pełnej dramatycznego napięcia batalii, kiedy liczyło się wyrachowanie, konsekwencja, błyskawiczna ocena sytuacji i podejmowanie decyzji - jak na kapitana przystało - Kazimierz Deyna przyjął na siebie ciężar dowodzenia drużyną. Wirtuozeria Tomaszewskiego, nieliczne, lecz niezwykle groźne i błyskawiczne kontrataki Laty, Domarskiego, Gadochy, oraz jeszcze jeden pokaz strategii doskonałej w wykonaniu Deyny, w tej sportowej „bitwie" o radość tysięcy sympatyków futbolu w kraju, o zwycięstwo zespołu i własne, legły u podstaw historycznego remisu. Jeszcze przed paroma godzinami nie mógł być pewny tego co stało się rzeczywistością. Nawet podczas meczu. Zwłaszcza, gdy sędzia Loraux podyktował rzut karny i padło wyrównanie, w ułamkach sekund nawiedzało go zwątpienie. Czy nie załamią się? Czy odeprą huraganowe ataki? Dopiero w kilka godzin po meczu mógł spokojnie położyć się do snu, odpocząć, zapomnieć na parę godzin o emocjach spotkania, bramce Clarke'a i faulu McFarlanda, emocjach, gratulacjach...
Buty | cheap phone cards | alveo